niedziela, 7 lutego 2010

cruisin

Zobaczyłam Marie Czubaszek w tv i nie mogłam uwierzyć, że to ta sama osoba. Nie ten głos, nie do tych myśli..Czego ja się spodziewałam? Musiałam to przegryźć. Sobota błoga i boska, senna, spokojna, leniwa jak leniwe moje dni pożądane są.. Padłam , poległam, wysłowiłam brak słów. Być może będę żałowała być może nie. Nie jestem z tych co czekają sto lat na powiedzenie tego co siedzi mi w głowie, po paru osobach, które za szybko odeszły wiem, że nie ma na co czekać, wiem, że nic nie wiem i jutro może nie być jutra, a jak będzie to mogę żałować, że nie powiedziałam co powiedzieć miałam. So..! Mówię, tak jestem szczęśliwa na tyle na ile mogę być, tak mam uśmiech na twarzy gdy Ciebie widzę a moja dusza mruczy bo jest jej dobrze i spokojnie i zapominam o tym , że za oknem minus coś tam, brzydko , ble i... Jestem tu i teraz i mówię co mam do powiedzenia. Jestem tu na nowo , na świeżo, zupełnie inaczej, jakoś tak lepiej dopasowana. Z wielkim strachem w oczach każdego dnia myślę , że czasami warto zrobić krok do przodu, zapomnieć o tym co było, być mimo wszystko. Być może ten blog zapętli się w pewnym momencie i zakończy na tym na czym się zaczął, być może.. Nieistotne, żyję dziś bo jutro może nie nadejść nigdy. Planuję, bo chcę aby było lepiej. Surrealizm sprzeczności w normie.

czwartek, 4 lutego 2010

Kobieta – określenie osobnika płci żeńskiej z rodzaju Homo...

wtorek, 2 lutego 2010

surrealizm

Życie jest jak landrynka! O ile ktoś lubi landrynki.. No dobra jak kukułka, o ile ktoś pamięta kukułki.. dopóki delikatnie się ssie ewentualnie zasysa, cokolwiek, jest miło, a jak tylko rozgryziesz to szybciej się kończy a jeszcze 8 sobie ułamiesz, jeżeli nie rozgryziesz to nie czujesz kwintesencji nadzienia.. Jak kto chce:) gryźcie , ssijcie , zasysajcie byleby zębów nie stracić.

niedziela, 31 stycznia 2010

Ja, mój kot, mój pierdolony Wrzeszcz! The mess we`re in...

poniedziałek, 25 stycznia 2010

blue monday

O dziwo było lepiej niż wczoraj..Zdalnie się porozumiewam, resztę dopowiadam, rodzi się niepokój. Kasia Jarząbek: gdzie Ty jesteś?

Ps. Potrzebuję prywatnego budzenia, praliki co się zmieści w miejscu miski Buby, spokoju ducha, przytulenia, zaliczenia semestru, oświadczenia, że w końcu nic mi nie dolega, odrobiny pewności, energy packa!

niedziela, 24 stycznia 2010

jak to Monika powiedziała: Dupa...

No tengo lugar

Moja czerwona przyjaciółka, lekko gorzka, rozgrzewa mi krew. Mam koleżanki pół żydówki, pół włoszki, pół nimfomanki i pół borderlanki. Nie przeszkadza mi to, może właśnie dlatego mogę czuć się wśród nich sobą. Ja pół cyganka, pół cyklofreniczka, pół euforyczka na pokaz...Ostatnio usłyszałam Acia ty jesteś jak kundel bury, nam do błękitnej krwi daleko, Ty nawet nazwiska swojego nie masz. I to prawda totalna! Nie mam swojego nazwiska, dostałam je przez przypadek, prawda jestem kundel bury co włóczy się przy drodze, prawda że nie znam swoich przodków. Znam nazwiska, które nic nie mówią, reszta jest tematem tabu. Krew cygana też mam, dostałam w pakiecie, gratis. Gdyby nie on, nie byłoby mnie na tym świecie i tu już nic nie zależało od mojego ojca. To ten cygan albo inaczej Rom nas uratował, to tłumaczy moje bicie serca, mój chory temperament i dumę.To tłumaczy moje pulsowanie pośladków gdy słyszę te dźwięki, mój pociąg do zmieniania miejsca, ognia, wina, szaleństwa. Nikt mnie nie lubi takiej, takiej jak dziś, stanowczej, wrednej, niehopsającej. Czasem potrzeba, czasem po prostu taka jestem. Odzywa się to co we krwi , gdzieś tam pod skórą. Jestem kundel bury co przywiązuję się..co biega od śmietnika do śmietnika by przeżyć. Jestem kundel bury,który w efekcie końcowym i tak zdechnie na mrozie. Nie przeszkadza mi to dziś. Dziś nie jestem uśmiechnięta, dziś nienawidzę tego co za oknem a jutro nie powiem nic.